Witaj na blogu MARIUSZSADURSKI.PL! Poznaj inspirujące przykłady najbardziej pomysłowych kampanii reklamowych, które przedstawia ekspert Mariusz Sadurski.

Dobry humor to dobra promocja turystyczna :)

Dowcipy, zdjęcia, rysunki i filmiki przedstawiające lub wyśmiewające różne przywary mieszkańców polskich miast i regionów stanowią pewną formę PR-u i promocji turystycznej. Nie ważne co o nas mówią, ważne by mówili o naszym mieście i regionie ;)

"Dobry humor to dobra promocja turystyczna :)" to zabawa dla wszystkich: turystów, mieszkańców miast, samorządowców, osób z poczuciem humoru. Umieszczajcie na http://www.facebook.com/mariuszsadurski.pl lub w komentarzach najlepsze Waszym zdaniem dowcipy i najzabawniejsze zdjęcia przedstawiające w różnym kontekście polskie miasta i regiony oraz ich mieszkańców.



Raz do roku (zwykle na przełomie grudnia i stycznia) wybierzemy wspólnie
- najśmieszniejszy dowcip roku
- najśmieszniejsze zdjęcie roku
- najśmieszniejszy filmik roku


Żadnej cenzury, tylko stereotypy, śmiech to zdrowie, śmiejmy się razem :)

Pozdrawiam,
Mariusz Sadurski

PS.
Odwiedźcie przy okazji dział "Humor & podróże" - znajdziecie tam kilka niezłych dowcipów związanych z tematem :)

6 komentarzy:

  1. Co krzyczy Poznaniak do żony strugającej pyry jak spada z dachu?
    - Dla mnie nie strugaj... zjem w szpitalu

    - - -

    - Co się stanie jak Poznaniak i Krakowianin znajdzie grosz ?
    - Powstanie drut miedziany

    - - -

    - Jak pozdrawiają się Poznaniacy w Nowym Jorku?
    - "How are you tej"

    - - -

    Poznaniak u siebie słodzi jedną łyżeczkę, jak jest w gościach to trzy, ale tak naprawdę to lubi z dwoma.

    - - -

    Jak Poznaniak mówi, że jedzie do Stolicy, to ma na myśli Berlin :)

    - - -

    - Dlaczego w Poznaniu w czasie wojny nie było partyzantki?
    - Bo Niemcy nie pozwolili.

    - - -

    Gorol z Warszawy:
    - Co wy macie na tym śląsku? Brud, syf, niebo zamiast niebieskie jest czarne. A Katowice w herbie mają jakieś młoty!
    Hanys:
    - A co wy mocie w herbie? Pół dorsz, pół k**wa, ani się nie
    najesz, ani nie podupcysz!

    - - -

    Przychodzi Ślązak do sklepu z lustrami i pyta się:
    - Po ile ten świński ryj?

    - - -

    Kaszubi to górale, którzy nie zdążyli na prom do Szwecji

    - - -

    Warszawiak poluje na kaczki na Mazurach.
    Udało mu się ustrzelić jedną na polu należącym do najbogatszego we wsi chłopa. Ten, widząc jak "miastowy'' oddala się z ptakiem, podbiega do niego i mówi:
    - Panie, to moje pole i moja kaczka!
    - Ale to ja ją ustrzeliłem! - protestuje warszawiak, odbezpieczając flintę.
    - No dobra, musimy rozstrzygnąć ten problem zgodnie z chłopską tradycją - odpowiada sołtys. - To znaczy jak? - pyta "miastowy".
    - Kiedy chłopy się kłócą, to się kopią w czułe miejsca. Ten, który wytrzyma więcej kopniaków - wygrywa - wyjaśnia kmieć.
    - Zaczynaj! - mówi warszawiak i chłop kopie go z całej siły w krocze.
    Warszawiak pada na ziemię, wyje z bólu i dopiero po kilku minutach, blady jak ściana, wstaje na nogi i szepce:
    - Teraz... teraz chamie... chamie.... moja kolej!
    - Wiesz co... poddaję się, kaczka Twoja...

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzech kumpli siedzi w barze i sączą kolejne piwo.
    Zaczęli dyskutować o swoich żonach. Doszli do określania piczek swoich żon przypisując im cechy miast.
    - Mojej jest jak Amsterdam - zawsze wilgotna.
    - Mojej jak Paryż - pachnąca, wypielęgnowana.
    I zapada cisza. Czekają i w końcu pada pytanie:
    - A twojej?
    - E tam.
    - Co, e tam. Gadaj!
    - Jak Suwałki.
    - Jak to?
    - Normalnie: okolica przepiękna, ale straszna dziura.

    OdpowiedzUsuń
  3. Autobusem jedzie chłopak i czyta książkę. Na przystanku wsiada elegancka pani. Chłopiec ustępuje jej miejsca. Pani siada i zagaduje:
    - Pewnie jesteś chłopcze z Krakowa.
    - Jak pani na to wpadła?
    - Ustąpiłeś mi miejsca.
    - A pani to pewnie rodowita warszawianka?
    - Rzeczywiście! Jak na to wpadłeś?
    - Nawet "dziękuję" pani nie powiedziała.

    - - -

    Warszawiak, Ślązak i Kaszub pojechali na wczasy do Egiptu. Gdy płynęli łódką, wyłowili z wody gliniany dzban z dziwną pieczęcią. Po chwili złamali tę pieczęć i z dzbana wyleciał Dżinn.
    - Uwolniliście mnie, spełnię wasze trzy życzenia. Po jednym na każdego.
    Kaszub:
    - Ja tak kocham Kaszuby... Niech zawsze woda w jeziorach będzie czysta, ryb będzie pod dostatkiem, a turyści niech będą porządni i bogaci.
    Dżinn:
    - Nudnawe życzenie, ale jak chcesz. Zrobione.
    Warszawiak:
    - Wybuduj dookoła Warszawy ogromny mur, żeby odgrodzić moje miasto od reszty tego zacofanego kraju i żeby żadni wsiowi mi tu nie przyjeżdżali.
    Dżinn:
    - OK. Zrobione. Teraz ty - Dżinn zwraca się do Ślązaka.
    Ślązak:
    - Powiedz mi coś więcej o tym murze wokół Warszawy.
    - No, otacza całe miasto, jest betonowy, wysoki na kilometr i szeroki na trzy kilometry u podstawy. Mysz się nie prześlizgnie.
    Ślązak:
    - Dobra. Nalej wody do pełna.

    - - -

    Po wielu latach spotyka się trzech kumpli z wojska: Warszawiak, Ślązak i Krakowiak.
    Warszawiak mówi: słuchajcie, taka okazja musimy to uczcić. Poczekajcie, ja skoczę po flaszkę.
    Na to Ślązak: okazja to okazja, to ja lecę po zagrychę
    Na to wszystko Krakus: no świetna okazja, to ja skoczę po szwagra.

    - - -

    raków, Rynek. Czterech, łysych, "bardzo dobrze zbudowanych" mężczyzn w "modnych" dresach podchodzi do niewielkiego młodego pana, elegancko ubranego, w garniturze, z teczką..
    Dresy: Ej, ty.. Cracovia czy Wisła ???!!!!
    Garnitur: Ależ panowie, spokojnie, ja jestem z Warszawy...

    - - -

    - Dlaczego Warszawiacy preferują dziewczyny z innych miast?
    - Bo z jednej strony Wola i Ochota, ale z drugiej Włochy i Bródno...

    - - -

    Czterech emerytów pojechało na wakacje do Gdyni. Spacerują po mieście, nagle patrzą: knajpa i napis: "Wszystkie drinki po 10 groszy". Zszokowani ta informacją, wchodzą do środka. Knajpka milutka, czyściutko, dużo miejsca, sporo ludzi. Od progu słyszą głos sympatycznego barmana:
    - Witam panowie! Proszę, tutaj jest miejsce. Cóż wam nalać?
    - Prosimy cztery kieliszki martini.
    - Już podaję... Proszę, 40 groszy.
    Panowie spojrzeli po sobie, zapłacili, wypili, zamówili kolejną kolejkę.
    Znowu zapłacili 40 groszy. Zamówili jeszcze po jednym martini i znów 40 groszy. W końcu jeden nie wytrzymał i pyta barmana:
    - Niech pan nam wytłumaczy, czemu tu jest tak tanio?
    - Wie pan... Sprawa wygląda tak. Przez lata byłem marynarzem, ale zawsze marzyłem aby mieć swoją knajpkę. Gdy wygrałem na loterii 25 milionów dolarów, wróciłem do Polski, kupiłem lokal i ponieważ lubię ludzi, postanowiłem sprzedawać tu tanie drinki. Mając tyle pieniędzy nie muszę zarabiać. Robię to co lubię, poznając przy okazji wiele ciekawych osób.
    Jeden z emerytów jest zachwycony:
    - Co za wspaniała historia! A proszę mi powiedzieć, czemu tamci trzej w kącie siedzą tu od 40 minut, ale nic nie zamawiają?
    - Aaa, ci. Przyjechali z Poznania i teraz czekają, bo od 18-ej wszystko będzie o 50 procent taniej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Do Warszawy przyjechał z Poznania ojciec z synem, wynajęli pokój w hotelu, ojciec rozpakowywał walizkę a syn w tym czasie myszkował po pokoju. W pewnej chwili krzyczy z łazienki - TATO!! zobacz WANNA - szkoda, że to nie sobota, bo byśmy się wykąpali !!

    - - -

    - Dlaczego na poznaniaków mówi się "MOTYLE"?
    - Bo jak rozmawiają ze sobą to wciąż tylko słychać: "Ten mo tyle, a tamten mo tyle..."

    - - -

    Z rozmowy rodziców dziecka z jednej z poznańskich podstawówek.
    - Czy zauważyłaś, że od czasu jak zaczęliśmy Marcinowi płacić złotówkę za każdy dobry stopień, przynosi ze szkoły same piątki? - zapytał Poznaniak małżonki.
    - Coś mi się zdaje, że on się dzieli z nauczycielem - odpowiedziała żona.

    - - -

    W kawiarni w Sopocie dwaj Poznaniacy przyglądają się pięknym kobietom.
    - Podejdziemy? - pyta pierwszy.
    - Nie, jeszcze nie teraz!
    - Dlaczego?
    - Najpierw niech zapłacą rachunek.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pewien rolnik kupił sobie wysokomleczną krowę. Był z niej tak zadowolony, że postanowił dać ją pokryć. Wynajął byka i zamknął go z krową w zagrodzie. Ale co się byk zbliżał do krowy to ona uciekała. Po tygodniu wkurzony rolnik zawołał weterynarza i kazał zbadać krowę. Weterynarz bada, wkłada, obmacuje i mówi:
    - Wie pan co, tu jest wszystko w porządku.
    - Nie, to jest niemożliwe. Niech pan ją jeszcze raz zbada.
    No to weterynarz znowu bierze i zaczyna ja badać. Po chwili się pyta rolnika:
    - A czy ta krowa przypadkiem nie jest z Elbląga?
    - No jest. A dlaczego pan pyta ?
    - Bo moja żona też jest z Elbląga!

    OdpowiedzUsuń
  6. - Skąd jesteś?
    - Z Warszawy.
    - Nieprawda, warszawiak tak nie odpowiada!
    - A jak?
    - To mnie zapytaj.
    - Skąd jesteś?
    - Spierdalaj!

    OdpowiedzUsuń